Wystarczy jeden uśmiech

Tego dnia wszystko szło nie tak. Już z samego rana  podczas suszenia włosów, patrzyła w lustro ze złością i niezadowolona z tego co widzi, nie szczędziła sobie  słów krytyki. Czuła, że dzisiaj czeka na nią coś, czego wcale nie chce spotkać. Może właśnie dlatego, przez to negatywne nastawienie pierwsza katastrofa zdarzyła się już przy śniadaniu. Kiedy chciała posmarować grzankę powidłami potknęła się o kota i fioletowa maź znalazła się na jej nowej, eleganckiej sukience, kupionej specjalnie na dzisiejsze spotkanie.  Zanim się przebrała, dopasowała nową biżuterię i buty, zrobiło się tak późno, że zdążyła już tylko zobaczyć tył odjeżdżającego autobusu.  Z bólem serca wezwała taksówkę. Na samą myśl, że zapłaci za nią kwotę, za którą ona i jej plączący się pod nogami kot przeżyliby dwa dni, znowu ogarnęła ją złość.

Do pracy przyjechała w ostatniej chwili. Goście, którymi miała się zająć weszli zaraz po niej, a to wywołało grymas niezadowolenia na twarzy szefa. Nieważne, że od pięciu lat haruje dla niego jak wół, że siedzi po godzinach i w weekendy. Dzisiaj pozwoliła sobie na przyjście w ostatniej chwili i to przekreśliło dotychczasowe starania.

Niestety spotkanie okazało się koszmarem. Potencjalny nowy klient potraktował ją jak bonus w pertraktacjach i próbował włożyć rękę pod jej spódnicę. Wylała mu na dłoń gorącą kawę i przesiadła się koło szefa, który tym razem spojrzał na nią jak na niespełna rozumu. Zapewne najchętniej wyprosiłby ją z sali, ale nie mógł tego zrobić, ponieważ musiała przedstawić prezentację. Po spotkaniu klient stwierdził, że jednak szuka czegoś innego, a szef jasno dał do zrozumienia, że to ją obwinia za porażkę w negocjacjach. Rozpłakała się i wybiegła z sali. Gdy była przy drzwiach usłyszała od szefa, że nie ma już po co wracać. Nigdy w ten sposób się nie zachowywała, nie wiedziała, co ją dzisiaj opętało. Pobiegła do toalety i płacząc przesiedziała tam prawie pół godziny.  Im dłużej tam siedziała, tym bardziej była rozżalona. Zaczęła się zastanawiać, co jest z nią nie tak. Pracuje w firmie, której nie cierpi, i w której nie ma ani jednego człowieka, który przyszedłby ją teraz pocieszyć.  Nie ma chłopaka i ciągle przyciąga jakichś zboczeńców. Mieszka z kotem, któremu najczęściej powierza swoje sekrety i nie pamięta, kiedy ostatnio spotkała się z przyjaciółmi. Tak, ma przyjaciół, znają się jeszcze z czasów studiów, niestety tyle razy ich zawiodła nie przychodząc na umówione spotkania, że przestali ją zapraszać. Owszem, od czasu do czasu przesyłają wiadomość, że gdzieś się spotykają, ale przestali już dzwonić z pytaniami, dlaczego jeszcze nie dotarła i czy na pewno nie może zerwać się z pracy.

W końcu wyszła z budynku i wsiadła do zatłoczonego autobusu. Większość drogi spędziła przyklejona do tylnej szyby, ukradkiem wycierając łzy. W pewnym momencie, kiedy autobus zatrzymał się na światłach, usłyszała dźwięk klaksonu. Spojrzała na samochód, który stał za autobusem i ujrzała młodego mężczyznę. Uśmiechał się do niej najcudowniejszym uśmiechem, jaki widziała. Mimo to odwróciła głowę w drugą stronę. Mężczyzna zatrąbił ponownie. Zdenerwowana rzuciła mu mało przyjazne spojrzenie, a on zrobił smutną minę, po czym wykonał gest jakby rysował uśmiech na swojej twarzy i wskazał na nią palcem. Otarła kolejną łzę i tym razem przyjrzała mu się dokładniej. Miał naprawdę bardzo przyjazną twarz, no i nie wyglądał na zboczeńca. Gdy zmieniło się światło i autobus ruszył, mężczyzna w samochodzie jechał nadal za nimi, kiedy jednak wjechali w zatoczkę, przystojniak ich minął i pojechał dalej. Na pożegnanie energicznie jej pomachał i znowu szeroko się uśmiechnął. Zrobiło jej się przykro, gdy odjechał, ale potem pomyślała, że pierwszy raz od dłuższego czasu spotkało ją coś tak miłego. Może więc ten świat nie jest taki zły, skoro wciąż są w nim tacy ludzie jak ten nieznajomy. I może ona nie jest wcale taka beznadziejna, skoro obcy człowiek chciał ją rozweselić? Im dłużej o tym rozmyślała, tym lżej robiło się jej na duszy, a kiedy wyszła z autobusu, jakoś inaczej spojrzała na otoczenie. Postanowiła skręcić do pobliskiego parku, którego nie odwiedzała od wielu miesięcy i z radością odkrywała pierwsze oznaki wiosny. Nie pamiętała, kiedy ostatnio zachwycała się przebiśniegami i krokusami, nowe liście na drzewie wprawiły ją prawie w euforię. Gdy usłyszała brzęczenie w torebce zignorowała je, dopiero po kilku minutach  wyjęła telefon. Ku jej zaskoczeniu otrzymała wiadomość przypominającą o dzisiejszej urodzinowej imprezie przyjaciółki. To ją wprawiło w jeszcze lepszy nastrój, postanowiła wrócić do domu i przygotować się na wyjście. Jak tylko weszła do mieszkania telefon powtórnie zadzwonił, a na wyświetlaczu pokazał się numer szefa. Nie chciała z nim rozmawiać, zapewne dzwonił, żeby powiedzieć jej coś niemiłego. Odrzuciła więc połączenie, a po chwili dostała esemesa. Po jego odczytaniu oniemiała. Szef przepraszał ją za swoje zachowanie. Dowiedział się od swojej asystentki, dlaczego gorąca kawa wylądowała na dłoni klienta. Dodał też, że dobrze, że nie podpisali umowy, bo z takim człowiekiem nie ma zamiaru prowadzić interesów. Potem uprzejmie poprosił, żeby następnego dnia wróciła do pracy. Jej reakcja na słowa szefa zaskoczyła ją samą. Grzecznie odpisała, że docenia i dziękuje za przeprosiny, ale nadszedł czas na zmiany. Zapowiedziała, że przyjedzie jutro do biura przekazać swoje projekty i oddać służbowy sprzęt. Ulga i lekkość, jaka na nią spłynęła po tej decyzji, sprawiły, że teraz sama zaczęła się do siebie uśmiechać.

W końcu pojechała do klubu, w którym miała odbyć się impreza. Dawno niewidziane grono przyjaciół tak bardzo ucieszyło się z jej przyjścia, że poczuła się jak największa szczęściara.

– Mam takich cudownych przyjaciół –  pomyślała –  wreszcie odważyłam się rzucić znienawidzoną pracę, nadeszła wiosna, życie jest naprawdę w porządku.

Nagle z zamyślenia wyrwał ją niski, ciepły głos.

 – Cieszę się, że poprawił ci się humor. Mogę postawić ci drinka?

Obejrzała się i zobaczyła nieznajomego z samochodu. Uśmiechnęła się do niego najmilej, jak potrafiła i tym razem pomyślała rozradowana:

–  A zapowiadał się taki zły dzień!

Be the first to reply

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *