Nie mogę się doczekać, kiedy znowu ją zobaczę. Na szczęście spotykamy się zawsze, gdy znajdzie trochę wolnego czasu od swoich licznych zajęć. Dzisiaj biegnę do niej zaraz po wykładach. Nie chcę stracić ani jednej cennej minuty. Babcia Marta wita mnie promiennym uśmiechem i uściskami, a ja w jej ramionach czuję się jak drogocenny skarb. Siadamy do obiadu w przytulnym, urządzonym z niezwykłym smakiem saloniku, i po chwili dostaję moją ulubioną potrawę i deser, przepyszny, chociaż w wersji dietetycznej. Kiedy kończymy posiłek, babcia pokazuje mi dzisiejsze zdobycze z ciucholandu. Śmieje się opowiadając o szalonym szturmie kobiet na sklep z nową dostawą. Przykłada do siebie ubrania i przyjmuje zabawne pozy, obraca się w kółko niczym mała dziewczynka, kocham w niej tę dziewczęcość. Nie wiem, jak ona to robi, ale zazwyczaj znajduje piękne, zupełnie nowe ubrania. Dzisiaj, bardzo podekscytowana, pokazuje mi sukienkę, zakupioną specjalnie dla mnie. Przymierzam ją od razu, a babcia rozpuszcza mi włosy i wkłada na głowę cudowny kapelusz z dużym rondem i kokardą w kolorze sukienki. Jestem zachwycona tym zestawem, na pewno zabiorę go na nasz coroczny wspólny wypad do Sopotu. Po obejrzeniu reszty jej zdobyczy i krótkiej pogawędce na temat mody, idziemy „na kijki”. Nareszcie, po dwóch miesiącach, zaczynam dotrzymywać jej kroku. W czasie spacerów babcia odkrywa przede mną świat na nowo. Zwraca uwagę, jak zmienia się roślinność, jak cudownie śpiewają ptaki, jakie ciekawe kształty ułożyły chmury. Zauważa też każdą, nawet najmniejszą, architektoniczną czy estetyczną zmianę. Staram się więc patrzeć na otoczenie jej oczami. Zadziwiające, ile cudownych rzeczy nie dostrzegamy przez nasz pośpiech lub zwykłą obojętność. Dużo z babcią rozmawiamy, mogę jej powierzyć moje największe tajemnice, a jeśli mam problem, spokojnie mogę jej o tym opowiedzieć. Słucha mnie z dużym skupieniem, wiem, że zrozumie, mądrze wytłumaczy i podpowie rozwiązanie. Niestety, w jej towarzystwie czas mija niezwykle szybko, musimy wracać, bo babcia wieczorem spotyka się z przyjaciółmi na wspólne malowanie. Tylko na chwilę wstępujemy do jej domu, moja idolka bierze ekspresowy prysznic i zamienia sportowy strój na hipisowskie szerokie spodnie i kolorową tunikę. Do tego zakłada dużo biżuterii i chustkę na głowę, zawiązaną fikuśnie w turban. Wygląda młodo i promiennie. Już przy wyjściu spryskuje się drogimi perfumami, wiem, że są przeznaczone dla pewnego szpakowatego przystojniaka. W końcu wsiadamy do samochodu, babcia obiecuje, że wrzuci swój dzisiejszy obraz na Instagram. To kolejna rzecz, która mnie w niej zadziwia, lepiej radzi sobie z mediami społecznościowymi niż moi rodzice. Gdy podwozi mnie pod dom, żegnamy się serdecznie. Po spędzonym z nią dniu jestem przepełniona szczęściem i optymizmem. Myślę o tym, że chcę być taka jak ona. Nie, nie kiedy się zestarzeję, już teraz.
Mam też druga babcię, Kasię. Chodzę do niej w każdy piątek. Babcia wita mnie pretensjami, że spóźniłam się piętnaście minut i krytykuje moją zbyt długą, jej zdaniem, spódnicę. Od razu wręcza mi długą listę zakupów i wysyła do sklepu i apteki. Kiedy wracam każe mi rozpakować produkty, a potem zaparzyć dla nas herbatę. Stoję z kubkami w rękach i czekam aż zrobi miejsce na stole, na którym można znaleźć wszystko oprócz miejsca na zastawę. Babcia sprawdza leki, które jej kupiłam i raczy mnie kolejną opowieścią o jej dolegliwościach. Potem, niestety, traci zainteresowanie moją osobą, pogłaśnia turecki serial i z wypiekami na twarzy ogląda kolejny odcinek. Proponuję, że może w międzyczasie trochę posprzątam, ale ona stwierdza, że sama sobie poradzi i nie potrzebuje niczyjej pomocy. Patrzę ze smutkiem na otaczający nas bałagan, musiała tu sprzątać wieki temu. Jeszcze raz podejmuję próbę nawiązania rozmowy. Opowiadam jej o mojej młodszej siostrze, ale ona nadal nie zwraca na mnie uwagi, przerzuca kanały w telewizji i nastawia następny serial. Wypijam więc herbatę i mówię, że będę już szła. Babcia nawet nie odprowadza mnie do drzwi, macha ręką jakby dawała mi znak, że nie jestem potrzebna. Wychodzę od niej i jest mi smutno.
Moje babcie są w tym samym wieku, dawniej chyba nawet bardziej byłam zżyta z babcią Kasią. Była taką miłą i ciepłą osobą, ale potem zmieniła się, straciła zainteresowanie życiem i ludźmi. Idę powoli do domu i zanurzam się w rozmyślaniach. Wracają do mnie słowa babci Marty: „Obiecaj mi, że nigdy nie pozwolisz sobie wmówić, że twoje szczęście zależy od kogoś lub od czegoś. Pamiętaj, szczęście jest w tobie, jeśli to zrozumiesz, będziesz miała dobre życie”. Nietrudno mi to zrozumieć, patrząc na moje babcie…
Be the first to reply