I co z tym odchudzaniem?

Tak, wiem, jest co najmniej kilkadziesiąt powodów, dla których warto schudnąć. Sama potrafię wymienić kilka na jednym wdechu: fizyczny, psychiczny, psychologiczny, estetyczny, zdrowotny. Ja to wszystko wiem, rozumiem i zgadzam się z tym … Więc dlaczego to odchudzanie jest takie trudne? Na pewno wielu z was myśli, szczególnie ci szczupli, że jest przecież tyle dostępnych środków odchudzających. W czym w ogóle jest problem? No oczywiście, środki odchudzające! Tabletki, napary, wywary, odwary, mikstury, wypełniacze, zapychacze, odpychacze. Znam je wszystkie! Połykałam, żułam, piłam, zażywałam. Niejednokrotnie ich ohydny smak i zapach wykręcał mi wnętrzności, ale byłam twarda, do końca przeprowadzałam kuracje, za które najczęściej płaciłam krocie. Poddałam się tylko z wypełniaczami po tym, jak kiedyś nie zdążyłam wypić przygotowanego rano koktajlu i po powrocie z pracy zobaczyłam, co wyrosło w szklance, ulalala! Odpuściłam. Teraz pewnie powiecie, że jest tyle różnych diet. Wiem, wiem, dieta białkowa, warzywna, płynna, węglowodanowa, jajeczna, mięsna, mleczna, kapuściana, jabłkowa… mogłabym tak bez końca. Próbowałam prawie wszystkiego, i co? No chudłam, nawet po dziesięć kilo, a potem przyjeżdżał wujek Jojo i przywoził w prezencie piętnaście! A tak na marginesie, to moją ulubioną dietą jest mandarynkowa, która polega na tym, że jesz wszystko oprócz mandarynek. No tak, teraz słyszę głosy, że są wykwalifikowani dietetycy. A jakże, są. Też bywałam, i owszem. Chudłam, i z powrotem tyłam. No, a sport? Sport… Uczęszczałam na różnego rodzaju treningi. Najgorsze były te z trenerem personalnym. Co noc próbowałam uknuć plan, jak pozbyć się z życia tego tyrana, aż w końcu los mnie za to pokarał i zesłał mi paskudną kontuzję stopy. Ach, i jeszcze akupunktura! Też z niej skorzystałam. Niczym kosmiczny stworek chodziłam z igiełkami w uszach, ale coś nie zadziałało. Więc jaki jest ratunek? Niektórzy twierdzą, że nie ma, bo jedzenie to nałóg. Chyba nawet  jestem skłonna się z tym zgodzić… Ale jeśli tak, to sytuacja wygląda beznadziejnie, bo żeby wyjść z nałogu, trzeba z nim całkowicie zerwać. Alkoholik nie wypije kropli alkoholu, narkoman nie zażyje grama działki, hazardzista nie wyśle nawet kuponu lotto. A z jedzeniem tak się nie da, nie przestaniesz jeść… No więc, czy jest jakaś szansa? Zawsze na końcu pozostaje nam akceptacja siebie. Wmawiasz sobie, że jest ci dobrze z taką sobą, przestajesz z tym walczyć, a życie staje się krainą szczęśliwości!  Sorry, ale u mnie się to nie sprawdza… Ale, ale, zapomniałam o operacjach! Zmniejszasz żołądek i problem z głowy. Faaaaajnie by było…. Zejdźmy jednak na ziemię, i chirurg cię nie uratuje, jeśli nie zmienisz swoich nawyków. W przeciwnym wypadku, wcześniej czy później, kilogramy powrócą… odzyskasz swoją dawną wagę… no, więc co? Co nas uratuje? Może po prostu zdrowy rozsądek?

Be the first to reply

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *