Jak zwykle gdy moja córka przyjeżdżała do domu, rozjaśniał się cały świat. Co prawda cała trójka moich dzieci była wspaniałą, radosną gromadką, ale Hanka od dziecka była wyjątkowa. Miała w sobie tyle pasji i pozytywnej energii, że mogłaby nimi obdarować wszystkich wokoło. Tak bardzo przyciągała swą niezwykłą siłą i otwartością, że ciężko było oderwać od niej oczy. Wszędzie gdzie się pojawiła wnosiła optymizm i uśmiech. Odkąd wyjechała na studia, tęsknota za nią była przytłaczająca. Teraz wreszcie trzymałam ją w swych ramionach i napawałam się zapachem jej pięknych, bujnych włosów.
– Och, mamuś jak ja za wami tęskniłam! – wtulała się we mnie, jednocześnie wyciągając dłoń do mojego męża. W końcu na jeden krótki moment przytuliliśmy się we trójkę.
– A pamiętacie, jak kiedyś całą piątką tak się przytulaliśmy, że wszyscy runęliśmy na ziemię i potem leżąc na podłodze nie mogliśmy opanować śmiechu? Tak bardzo brakuje mi tych wspólnych chwil! – szczebiotała jak zawsze. W końcu wypuściła nas z uścisku i zapytała o swoje rodzeństwo.
– Jacek będzie za godzinę, Robert przyjedzie dopiero późnym wieczorem – wyjaśniłam . A gdzie Konrad? Mieliście przecież przyjechać razem, dołączy do nas później?
– No niestety, Konrad to już moja przeszłość – powiedziała jakoś niespecjalnie zmartwiona. – Okazał się dupkiem, któremu odpowiada, jak to określił , „luźny układ, bez zobowiązań”. Niech więc leci na swoją planetę i żyje w nieważkości. Zresztą ja już jakiś czas temu zrozumiałam, że on nigdy nie da mi tego, o czym marzę. Z nim nigdy nie stworzyłabym rodziny, jaką wy stworzyliście, a ja chcę mieć właśnie taką.
– Wiesz kochanie, chyba nie warto budować swojego życia na wzór czyjegoś. Powinnaś budować swoją własną historię – powiedziałam ze smutkiem, na co moje dziecko zareagowało jak zwykle potokiem słów wypowiedzianych prawie na jednym wdechu i wspieranych energiczną gestykulacją.
– No coś ty mamuś! Niczego nie jestem tak pewna, jak tego, że chcę by moje małżeństwo było dokładnie takie jak wasze! Pełne miłości, oddania i radości! Chcę, żeby mój mąż patrzył na mnie z taką fascynacją, jak tata na ciebie. Chcę, żebyśmy się sobą tak samo opiekowali i wzajemnie wspierali. Chcę, żebyśmy mieli wspólne zainteresowania i pasje, żebyśmy jeździli z naszymi dzieciakami na wspólne wycieczki i urlopy, i zawsze się tak świetnie bawili, jak my. Chcę mieć dom pełny ciepła, do którego zawsze wszyscy będą wracać z radością. Tego pragnę całym swoim sercem, bo nie znam drugiej tak kochającej się rodziny jak nasza! Zawsze mi wszyscy was zazdrościli – zakończyła swoją tyradę słowną i znowu do mnie przylgnęła.
Przytuliłam ją mocno do siebie i pocałowałam w czoło, a potem, żeby się przy niej nie rozkleić, zaproponowałam, żeby poszła rozpakować rzeczy. Gdy zniknęła w swoim pokoju, z przeszywającym bólem serca opadłam na kanapę. Czułam, że za chwilę wybuchnę płaczem, z trudem udało mi się zahamować duszącą mnie rozpacz.
– Jak ja jej teraz mam powiedzieć, że kilka dni temu podjęliśmy decyzję o rozwodzie i że to są nasze ostatnie wspólne święta… – myślałam mocno zaciskając powieki. – Miłość, oddanie, radość…? Prawie zapomniałam, że tak właśnie było między nami. Kiedy to wszystko utraciliśmy? Kiedy przestało nam się chcieć robić cokolwiek razem, przecież my nawet nie jadamy wspólnie posiłków. Właściwie dlaczego pozwoliliśmy sobie na utratę tego, o czym z taką pasją mówiło moje dziecko? Dlaczego zapomnieliśmy jacy kiedyś byliśmy szczęśliwi? – zagłębiłam się w myślach, tracąc kontakt z rzeczywistością.
I nagle stało się coś dziwnego. Zaczęły powracać dobre, cudowne wspomnienia. Okazało się, że jest ich tak wiele, a kilka dni temu nie byłam w stanie przypomnieć sobie żadnego z nich. Zatęskniłam za naszą bliskością, dyskusjami i wspólnym śmiechem. Do tego, im dłużej myślałam o przeszłości, tym rozpaczliwiej pragnęłam znaleźć się w ramionach mojego męża, mężczyzny, który wspierał mnie we wszystkim przez tak wiele lat, który jak nikt inny potrafił mnie rozmieszać i zaskakiwać, który był wspaniałym przyjacielem i kochankiem.
Nie poczułam, kiedy usiadł koło mnie na kanapie, dopiero, gdy delikatnie objął mnie ramieniem, spojrzałam na niego załzawionymi oczyma. Patrzył na mnie jakoś inaczej niż ostatnimi czasy, po czym oparł swoje czoło o moje.
– Proszę, spróbujmy to odnaleźć – wyszeptał, jakby tak jak dawniej czytał w moich myślach.
Przytuliłam się mocno do niego i rozpłakałam głośnym szlochem. Już wiedziałam, że nie odbiorę mojej rodzinie kolejnych wspólnych świąt.
Dziwne, czasami wystarczy kilka słów, by odczarować przeklętą rzeczywistość. To właśnie dzisiaj zrobiło moje cudowne dziecko.
Be the first to reply