Pokochała go całym sercem, od pierwszego wejrzenia. Nie śmiała nawet marzyć, że on kiedykolwiek odwzajemni jej uczucia. A jednak, ku zaskoczeniu wielu osób, zaczęli się spotykać. Sama się dziwiła, że wybrał właśnie ją. Kręciło się koło niego tak wiele pięknych, interesujących kobiet, a ona była zwykłą, skromną dziewczyną. Patrzył na nią jak na królową świata, obsypywał komplementami, nosił na rękach i mówił, że kocha jak nigdy nikogo. Gdy oświadczył się na statku, w czasie rejsu po Sekwanie, rozpłakała się ze szczęścia, życie zamieniło się w bajkę. Jej mama nie mogła się go nachwalić. Taki miły, uczynny, grzeczny, dobrze wychowany, anioł, szczęście z nieba. Tylko jej ojciec nie bardzo podzielał zachwyt reszty rodziny. Twierdził, że coś mu w przyszłym zięciu nie pasuje. Wiedziała, że to z zazdrości, przecież zawsze była jego córeczką, nikt według niego nie był dla niej wystarczająco dobry. Ślub był na sto pięćdziesiąt osób, w najdroższym hotelu, z wielka pompą, nie mogła marzyć o czymś wspanialszym. Wszyscy z rodziny gratulowali i powtarzali, że świetna partia, że przeuroczy człowiek. Przepełniała ją duma i szczęście. Bajka trwała. Zaraz po ślubie wywiózł ją na drugi koniec Polski. Nie konsultował tego z nią. Zamieszkała w wielkim, eleganckim domu, w którym nie było ani jednej jej rzeczy. Nie wolno jej było przestawić nawet fotela, bo przecież wnętrza urządzał wybitny projektant. Bardzo chciała pójść do pracy, ale dziwnym zbiegiem okoliczności zawsze, tuż przed jej rozpoczęciem, dostawała informację, że niestety oferta jest nieaktualna. Tłumaczył jej wtedy, że to znak, że powinna zajść w ciąże, ale ona nie była zupełnie na to gotowa. Gdy się zorientował, że w tajemnicy przed nim bierze tabletki antykoncepcyjne, zamknął ją na trzy dni na strychu. To zdecydowanie nie była jej bajka… Po trzech miesiącach zaszła w ciążę. A on zamienił się znowu w anioła. Szalał z radości, traktował ją jak księżniczkę. Szybko się postarał, żeby ponownie zaszła w ciążę. I znowu przez półtora roku było cudownie, no może z wyłączeniem tego, że dostawał szału kiedy wracał do domu, a ona była jeszcze z dziećmi na spacerze. Ale i ten problem rozwiązał. Kupił dom na wsi z wielkim ogrodem. Nie musiała już wychodzić na spacery, przecież wystarczyło wyjść z dziećmi przed dom. Znowu absolutnie tego z nią nie uzgadniał. Nalegał też, żeby jak najszybciej urodziła trzecie dziecko. Tym razem, znowu w tajemnicy przed nim, skutecznie się zabezpieczyła. Kiedy tylko podejmowała temat powrotu do pracy, pytał z przekąsem czego jej brakuje. „Wolności”- myślała – ale nie odważyła się mu tego powiedzieć. Ciągle powtarzał, że nigdy nie pozwoli, żeby któreś z jego dzieci poszło do żłobka lub przedszkola. Ale gdy dzieci rozpoczęły naukę w szkole, też nie pozwolił wrócić jej do pracy, bo przecież teraz to dopiero trzeba ich przypilnować. Kupił drogi samochód, żeby odwoziła i przywoziła dzieci ze szkoły. Codziennie rano, zanim wyszedł do pracy, spisywał stan licznika. Sprawdzał go po powrocie do domu, aby być pewnym, że pokonała tylko trasę do szkoły i z powrotem. Ciekawe, gdzie miałaby jechać, przecież nie miała na tym pustkowiu żadnych znajomych. Z czasem już nie mogła mieć nawet własnego zdania, w żadnej kwestii. Jeżeli on mówił, że coś jest czarne, to było czarne, zresztą, co ona mogła wiedzieć, skoro siedzi tylko z dzieciakami w domu. Kiedyś w czasie oficjalnej kolacji miała czelność wdać się w dyskusję i podważyć jego zdanie. Gdy wrócili do domu po raz pierwszy ją uderzył. Oddała mu bez zastanowienia, a on stłukł ją na kwaśne jabłko. Potem trzymał ją tydzień w sypialni nie pozwalając wejść dzieciom do środka, bo mama jest chora na zakaźną chorobę… Odebrał jej też komputer i telefon. To już raczej była bajka braci Grimm. Powiedziała mu, że od niego odchodzi, a on ją wyśmiał. Zagroził, że zamknie ją w wariatkowie i postara się, żeby nigdy więcej nie zobaczyła dzieci. A żeby dobrze to zrozumiała, znowu ją pobił. Przestał jej dawać jakiekolwiek pieniądze. Na zakupy zawsze jeździł razem z nią. Pewnego wieczoru nakryła go, jak wrzuca jej do soku jakieś tabletki. Zaczęła się bać, że ma mało czasu. Musiała zwrócić się o pomoc, ale nie miała przecież telefonu, komputera ani znajomych. Przez chwilę myślała o dyrektorce szkoły, do której uczęszczały dzieci, ale nie wiedziała, czy mąż jej nie uprzedził i nie naopowiadał jakiś bredni na jej temat. Musiała pokonać wstyd i skontaktować się z rodziną. Tylko jak miała powiedzieć, że potrzebuje pomocy, skoro podczas rozmowy on stał przy niej. I nagle ją olśniło. Kiedy jako nastolatka jeździła do pracy za granicę, miała z rodzicami opracowane hasła bezpieczeństwa. Tato miał na tym punkcie obsesję. Spędzili kilka godzin na przygotowywaniu różnych wariantów przekazania zaszyfrowanej pisemnej lub ustnej informacji. Nie pamiętała wszystkich haseł ale w głowie zostały jej niektóre słowa. Za kilka dni tato miał imieniny, wiedziała, że mąż pozwoli jej do niego zadzwonić. To była jej jedyna szansa. Modliła się o to, żeby ojciec przypomniał sobie tamte słowa i zrozumiał, że córka wzywa pomocy. Użyła wszystkich haseł i czuła, że tato bardzo szybko zorientował się, co się dzieje. Zadawał sprytne pytania, chyba się domyślił, że chodzi o jej męża. Mąż jakby wyczuł, że coś nie gra. Według niego rozmawiała zbyt długo, znowu dostała za swoje. Rano nałożyła gruby makijaż, okulary, bluzkę z długim rękawem i pojechała do szkoły odwieźć dzieci. Gdy wracała, zatrzymała ją policja. Nie wiedziała, jakie popełniła przewinienie, jechała przepisowo. Policjant kazał wysiąść z samochodu, mówił, że to rutynowa kontrola, a potem kazał przejść do nieoznakowanego auta. Wystraszyła się, że to sprawka męża, że ją aresztują i pójdzie do więzienia, albo że skoro pojazd jest nie oznaczony, wywiozą ją do lasu. Tymczasem w aucie siedział jej tato i dwóch braci. Pomyślała, że ich też aresztowali. Jej mózg był ostatnio w kiepskim stanie. Dopiero po chwili poznała, że policjant to jej dawno niewidziany kuzyn. Na co dzień pracował w agencji detektywistycznej, wiedział co robić w takich przypadkach. Była świeżo po dwóch pobiciach, więc niewiele musiała im mówić. Dali jej telefon i kilka małych kamer, miała porozkładać je w domu. Potrzebowali nagrania jego agresji, zgodziła się na prowokację. Zostawiła klucz pod wycieraczką, żeby mogli szybko wejść. Obiecali, że będę blisko i jak tylko coś zacznie się dziać, zainterweniują. Wolałaby, żeby od razu zabrali ją i dzieci, ale zdawała sobie sprawę, że muszą nazbierać na męża więcej dowodów. Był bogatym, wpływowym, powszechnie szanowanym człowiekiem, bez twardych dowodów rozwód i walka o dzieci przeciągałaby się w nieskończoność. Miała go sprowokować do awantury, co ostatnio nie było trudne. Okazało się, że nie musiała nic wymyślać, prawdopodobnie miała podsłuch w samochodzie, bo mąż, gdy tylko wszedł do domu, zapytał ją o zatrzymanie przez policję. Powiedziała mu, że to była rutynowa kontrola, musiała wysiąść z auta, żeby pokazać trójkąt ostrzegawczy. To wystarczyło, zawlekł ją do sypialni i zaczął bić. A bił tym razem wyjątkowo mocno… na szczęście po chwili do pokoju wpadli jej bracia z ojcem. Kazali jej wyjść i zająć się płaczącymi dziećmi. Oni we trójkę zajęli się jej mężem. Potem pod dom podjechał wielki samochód, do którego spakowali wszystkie rzeczy dzieci. Ona nie wzięła nic. Nie chciała mieć żadnej pamiątki z tego okresu życia. Cieszyła się, że wraca do domu. Bajka się skończyła, zaczęło się spokojne, normalne życie.
Bajka

Be the first to reply