Pani Joanna ma siedemdziesiąt lat i leży obok mnie. Ma wymienione biodro, przechodzi ciężką rehabilitację. Jest przemiłą, ciepłą osobą, lubi opowiadać mi o swoich dzieciach i wnukach. Kocha ich całym sercem. Niestety, na próżno co jakiś czas spogląda na telefon. Nikt do niej nie dzwoni i nie esemesuje. Kiedy ona dzwoni, nikt nie odbiera. Martwi się o rodzinę, tęskni za nimi, parę razy widziałam, jak ociera łzy. Zaczynam myśleć o tym, żeby ukradkiem wziąć jej telefon. Wiem, jak jej dzieci mają na imię, może uda mi się spisać numer i dodzwonić do nich z mojego telefonu. Gdyby odebrali, powiedziałabym im kilka słów. Wiem jednak, że nie wolno mi w ten sposób ingerować w czyjeś życie, a w ogóle, czy to by coś zmieniło? Staram się więc okazać starszej pani jak najwięcej serca. Gdy idę do szpitalnego sklepiku, zawsze przynoszę jej słodkie bułki, a ona przyjmuje je z wdzięcznością i wzruszeniem, które kruszy mi serce. Robię dla nas zieloną herbatę z ananasem, którą bardzo polubiła. Oglądam z nią razem seriale. Widzę, że najwięcej radości przynosi jej wspominanie różnych wydarzeń z młodości. Muszę przyznać, że słucham ich z zaciekawieniem, pani Joanna ma dar opowiadania. Szkoda, że jej rodzina tego nie docenia. W ciągu trzech tygodni naprawdę się zaprzyjaźniamy, kiedy przychodzi dzień wypisu, panią Joannę zabierają sanitariusze. Żegnamy się serdecznie, a ona jest przepełniona radością, że wreszcie wraca do dzieci. Ja natomiast ukrywam przed nią oburzenie, że nawet nikt z jej dzieci lub wnuków nie pofatygował się, żeby ją osobiście odebrać…
Po dwóch dniach ja również wychodzę do domu, idę do mojej mamy, mocno się do niej przytulam i obiecuję sobie, że już nigdy nie zabraknie mi dla niej czasu.
Be the first to reply