Nareszcie jest! Mam bloga! A skoro mam tą swoją wyczekaną przestrzeń literacką, to wypadałoby napisać nowy tekst. No i tu zaczyna się problem, bo chociaż jestem niezwykle podekscytowana faktem posiadania bloga, to niestety wena jakaś taka depresyjna i zupełnie nie do życia. W ogóle nie mogę się z nią porozumieć. Proszę ją, przekonuję, próbuję namówić, chociaż na kilka słów, a ona tylko oczami przewraca i mówi, że to nie czas na tworzenie, bo wszędzie stres, strach i rozpacz. No to ja tłumaczę, że właśnie dlatego, napiszemy coś optymistycznego, ku pokrzepieniu serc, dla radości i wskrzeszenia odrobiny nadziei. Ale ona pozostaje nieugięta i widzę, że jej przygnębienie jest coraz większe. Pomyślałam więc, że może ją przechytrzę. Szepczę jej do ucha przymilnym głosem, że potrafi być taka zabawna, spostrzegawcza, że może chociaż jakąś krótką fraszkę mi podyktuje… A ona odwraca się plecami, ociera łzy i mówi, że serce ją boli i pisać nie będzie. To proponuję, że może w takim razie napiszemy coś smutnego dla oczyszczenia duszy, że przecież jak tak z serca wyrzuci to lżej się zrobi. Gdzie tam, gadaj zdrów, nie i koniec. No i co tu teraz zrobić? Przez to jej marudzenie nic do głowy nie przychodzi, a o to właśnie chodziło, żeby w tym ciężkim czasie zająć czymś swoje myśli. No, taka sytuacja…
Mam bloga!

Be the first to reply