Jak zwykle przyjdzie nagle, jak wstrętny, niechciany intruz.
Rozsiądzie się na parapecie i swym ogromnym cielskiem zakryje zewnętrzne światło.
Wlepi we mnie wyłupiaste, świdrujące oczy i z całą mocą przeniknie w moją duszę.
Osnuje cieniem moje ostatnie optymistyczne myśli.
Przywoła do mej pamięci mroczne wspomnienia.
Szepnie mi do ucha kilka słów raniących serce.
Pokaże mi moje odbicie w krzywym zwierciadle i zawładnie moim ciałem.
Zmusi do zamknięcia się w domu na kilka dni.
Zaserwuje ogromne ilości jedzenia, które pochłonę jak dzikie, głodne zwierzę.
Wie, że kiedy je zjem poczuję się jeszcze gorzej.
Dobrze mnie zna. Bestia…depresja.
Be the first to reply